Czego cię depresja nie nauczy

Czego cię depresja nie nauczy

Stawiszyński w Dzienniku Opinii prezentuje ciekawe, kulturowe spojrzenie na depresję. Mimo dosyć wyraźnej krytyki modelu medycznego depresji, na którą zazwyczaj mam alergię, bo uważam, że jest szkodliwa społecznie – uważam ten tekst za wartościowe i niesztampowe podsumowanie tego wszystkiego, co psychiatrzy wymieniają, kiedy ich zapytać: co powoduje depresję?

Psychiatrzy na to pytanie nie odpowiadają, wbrew temu co pisze Stawiszyński, że depresję powoduje niski poziom serotoniny. Ba, nie odpowiadają nawet, że depresję powoduje zaburzenie pracy czterech(!) neuroprzekaźników. Znani mi psychiatrzy wskazują na wielopłaszczyznowość przyczyn depresji, a jako bezpośredni powód wystąpienia epizodu przedstawiają nadmierną reakcję na długotrwały lub/i silny stres. Oprócz tego: predyspozycje genetyczne, warunki psychospołeczne, czynniki środowiskowe, predyspozycje osobowościowe. Hipotez co do przyczyny depresji jest krocie, każda z nich wartościowa, nie każda jednak wniosła cokolwiek pozytywnego do samego leczenia depresji.

Nie chcę powtarzać tego w kółko. Pan Stawiszyński ma rację, pisząc, że depresja jest problemem społecznym i statystyki powinny nas nauczyć czegoś więcej niż łykania tabletek. Jednak depresja jest przede wszystkim problemem jednostki, która z rzadka zgadza się dla dobra ogółu trwać w stanie ciągłego cierpienia i zaburzonego funkcjonowania – stąd, jak na razie, w depresyjnej narracji dominuje przekaz, że depresję da się wyleczyć. Jest to przekaz potrzebny, nie dlatego, by przywrócić błądzącą jednostkę społeczeństwu, ale dlatego, by przywrócić cierpiącej jednostce szczęśliwe życie. Nie ma się co dziwić, że mało jak na razie mówi się w Polsce o innych perspektywach – stan świadomości społecznej co do tego, czym jest depresja, to palący problem. Zastanawianie się nad tym, czy mówić o możliwych metodach leczenia, czy o kulturowych przyczynach depresji, jest jak debatowanie nad potrąconym przez samochód, czy go reanimować, czy podyskutować o przyczynach wypadków drogowych.

Stawiszyński mówi, jak jest: Problem polega tylko na tym, że na tego rodzaju przypadłości nie zadziała żadna tabletka. Bez gruntownej rewizji tych kulturowych klisz (a wymieniłem zaledwie ich ułamek), bez prześwietlenia i rozbicia tego toksycznego mechanizmu, statystyki zapadalności na depresję – ową dojmującą, pełną cierpienia i bezsensu, ale jednak uzasadnioną reakcję na klimat współczesnej kultury – będą nadal rosnąć w geometrycznym tempie. Depresja jest chorobą cywilizacyjną i bez zmian systemowych nie będzie poprawy sytuacji. Czynniki kulturowe: oczekiwania społeczne, problemy z hierarchią wartości, ciągła rywalizacja, kapitalizm – to czynniki, które nie sprzyjają wychodzeniu z depresji, sprzyjają natomiast chowaniu się w depresję

Zanim zaczniemy mówić o depresji jako o globalnym, cywilizacyjnym problemie, który należy leczyć zmianami systemowymi, wyciągnijmy ją spod kołder i zza butelek wódki. Żeby jednostka w depresji stała się społeczna, potrzeba czasu, leczenia, ale też odpowiednich warunków.