Czy da się "to" zrozumieć

Czy da się „to” zrozumieć

Dziś próbowałam swoich sił w 5-minutowej prezentacji mojego bloga. Przed publiką, wśród której były osoby w temacie, ale też takie, które o depresji jako chorobie słyszały raz czy drugi. Bałam się niezrozumienia. Są dwie osoby, co do których mam pewność, że rozumieją naprawdę, co dzieje się w mojej głowie, kiedy przychodzi nawrót. Jedną z nich jest mój chłopak, który żyje ze mną i obserwuje mnie od lat; drugą – kot współlokatorki, który przy każdym moim zjeździe kładzie się na poduszce obok mojej głowy i leczy mnie mruczeniem.

Ktoś mnie wziął pod włos w którymś komentarzu, że to co robię jest niemądre, bo zdrowy chorego nie zrozumie i w dodatku tylko wyśmieje. I zaczęłam się zastanawiać, czy tak jest naprawdę. Oczywiście z mojego doświadczenia wynika, że to bardzo trudne – próbować być zrozumianą, kiedy twój mózg pracuje zupełnie inaczej. Kiedy zupełnie inne targają tobą emocje i inne ścieżki w głowie i pójścia na skróty.

Po tym czasie chorowania i leczenia, i setkach godzin spędzonych boleśnie w łóżku, wiem, co przychodzi Wam łatwiej zrozumieć, a czego nie pojmiecie nigdy. Przy takiej wiedzy (i dziesiątkach odbijań się od ściany ze swoim bólem) pojawia się pokusa zamknięcia mordy i ograniczenia wywnętrznień do wizyt u psychiatry, który też zazwyczaj pyta tylko, czy jest mi lepiej. Tak. Nie. Proste i kończące temat.

Więc może masz rację, czytelniku, że to co robię jest niemądre. Bo może przynieść więcej bólu, niż pożytku. Albo po prostu frustracji. Jednak mam ochotę przełamać to tabu nawet jeżeli mają być tego ofiary. Kiedy tylko mam siłę, będę krzyczeć o cierpieniu milionów jednostek, które inni chowają pod kołdrę i tłumaczą się kacem, bólem zęba czy pogodą. I będę to robić w taki sposób, aby trafić do jak najszerszego grona ludzi, pomimo tego, że najchętniej nie tłumaczyłabym tego, co czuję, nikomu.

1522197_10201331088758070_256540569765786059_n

Takie wydarzenia jak dzisiejsze spotkanie blogerów BLOGtej pokazują mi, że warto. Bo podchodzą do mnie prawdziwi ludzie, nie żadni tam frustraci czy internetowi stalkerzy, ludzie mający na koncie sukcesy i ludzie na początku fajnych projektów, i mówią: ja też; mój bliski też; podziwiam, że umiesz o tym mówić. Podchodzą i mówią, że też chcą o tym napisać, i to jest dla mnie COŚ.