Claude Monet, Impresja wschód słońca

Daj mi Chwilę

Jesteśmy oszukiwani przez całe swoje życie. Od dziecka otrzymujemy sprzeczne komunikaty, imperatywy nieskładające się w spójną całość, narracje czyniące z nas część wielkiego planu i dobre rady bez jasnego celu. Tymczasem gdzieś obok jest inna, alternatywna narracja, podparta argumentami naukowymi i zdejmująca z naszych ramion bardzo wiele.

Nie wiem, czy jest jakiś moment w życiu, kiedy naprawdę udaje nam się afirmować teraźniejszość. Już od niemowlęctwa jesteśmy wtłoczeni w system tabel rozwoju dziecka, potem mamy 3 latka i od początku edukacji przedszkolnej czekamy, aż przeniosą nas do starszaków. Potem jest podstawówka i walka o to, kto pierwszy będzie mógł pisać piórem zamiast ołówkiem. Wszystko co dalej aż do studiów wyższych to jedno wielkie zaprzeczenie „życia chwilą”. Moi koledzy z klasy, którzy żyli chwilą, byli piętnowani za niskie wyniki w nauce, brak zainteresowania wierszami sprzed kilkuset lat czy nieodpowiedzialne podejście do egzaminu maturalnego. Na studiach postanowiłam podjąć się trzech kierunków, bo dyplom ukończenia polonistyki nic nie znaczy. Nie wiem, kiedy to się stało, że za wartościowe ludzie uznali życie skrojone jak biznes plan. Ważne jest to, że życie jak biznes plan to prosta droga do wpadnięcia pod kołdrę z poczuciem, że nie jestem wystarczająca. I na przykład do depresji.

Tymczasem nurt terapeutyczny Gestalt, według którego miałam przyjemność i szczęście uczyć się rozpoznawać emocje i o nich mówić, wyraża następujące zalecenia (Naranji, 1974):

1. Żyj teraz. Zajmuj się tym, co jest teraz, a nie przeszłością lub przyszłością.

2. Żyj tutaj. Dawaj sobie radę z tym, co obecne, a nie z tym, czego nie ma.

Ponieważ psychoterapia jest uznaną przez naukę skuteczną metodą leczenia zaburzeń psychicznych, w tym depresji, te dwa pierwsze zalecenia terapii powinny stać się moim życiowym mottem – raczej one niż jakiekolwiek inne dobre rady, których nasłuchałam się przez ponad dwadzieścia lat od rodziny i przyjaciół. Jednak paradoksalnie dużo łatwiej jest traktować siebie jak przedmiot, element biznes planu czy bożą iskierkę, której celem jest trafić do nieba, korpo lub katedry literatury współczesnej. Skupiając się faktycznie na tym, co dzieje się tutaj teraz, można się zanudzić na śmierć, jeśli wiedzie się nudne życie w drodze do realizacji celów. Ale można też odkryć, że naprawdę się istnieje – celebrując małe euforie, własną złość, drogi z liter wytłoczonych w naszej głowie, spodobanie się piosenki (wiesz jakie to uczucie, kiedy po roku w anhedonii zaczynają podobać ci się piosenki, uczysz się czegoś nowego albo masz ochotę na spacer?).

Oczywiście szkoła psychoterapii Gestalt to nie jedyny obszar, w którym znajdziemy sugestię, żeby przypatrzeć się teraźniejszości. Jest o tym co nie co i w Biblii, i u greckich filozofów, i w sztuce, i w całych stosach literatury poczynając od najpiękniejszej wersji tej myśli: Nie dociekaj nie nasza to rzecz Leukonoe / kiedy umrzeć mam ja kiedy ty nie odsłaniaj / babilońskich arkanów Co ma być niech będzie(…). Tym dziwniejszy wydaje mi się rozdźwięk między tym sposobem życia, który jest dla nas dobry (czyni nas szczęśliwymi) a tym, jak bardzo kulturowo uwarunkowane jest to nastawienie na cel, które frustruje i niepokoi.

Pisałam o tym, że idąc na studia podjęłam się trzech kierunków, a moją aspiracją było literalne zarżnięcie się nauką. Cel osiągnięty – po pół roku spędzonym od 8 do 20 na uczelni i zimowej potrójnej sesji egzaminacyjnej położyłam się do łóżka i prawie nie wstawałam przez następny rok. Sprawy mi się pozmieniały. Nie da się żyć bez celów i postanowień, podobnie jak nie da się żyć bez wspomnień. Ale przewartościowałam jedne i drugie, i żyje mi się lżej – a moje życie wbrew pozorom jest jeszcze intensywniejsze, lista osiągnięć notuje się gdzieś na marginesie.

Ikona wpisu: Claude Monet, Impresja, wschód słońca (1872). Podobno kiedy odpowiednio długo patrzy się na odbicie słońca w wodzie, ma się wrażenie, że kolory mienią się i migotają.