F32 to nie samolot

F32 to nie samolot

Mam napisać o depresji. Zastanawiałam się, dlaczego ten temat tak mnie uwiera i dlaczego tak bardzo nie chcę pisać o tym, co zdominowało moje życie przez ostatnie 15 miesięcy.

Być może dlatego, że depresja jako zaburzenie psychiczne to wciąż temat tabu i obawiam się społecznego odbioru mojego psychotropowego coming-outu. Być może dlatego, że stałam się mniej ekstrawertyczna, bo depresja uczyniła mnie osobą skrajnie niepewną własnej wartości. Może też z tego samego powodu, dla którego przestałam kontaktować się ze starymi znajomymi ze strachu, że nie rozpoznają mnie we mnie. Głównie jednak dlatego, że postrzegam depresję jako stan banalny i złudny. I chyba o tym chcę, a nie mam, napisać.

“Objawy jesiennej chandry? Radzimy, jak walczyć z depresją sezonową” (Dziennik Zachodni), “10 sposobów, by pokonać jesienną depresję” (fitness.wp.pl), “Test depresji” (psychologia.net.pl). Prawdopodobnie aby zwalczyć objawy jesiennej chandry wystarczy przeklikać się przez kilka poczytnych portali o stylu życia i z uśmiechem podjąć się joggingu, wyjechać na tygodniowe wakacje do Egiptu, zajeść smutek czekoladą i morskimi rybami bogatymi w kwasy omega-3 (jako weganka polecam raczej olej lniany), dużo spacerować, wysypiać się i spotykać z przyjaciółmi przy piwie. Nie ma co się dziwić, kiedy bliscy chorych na depresję prześcigają się w dobrych radach i zachętach do wzięcia się w garść. Kolorowe czasopisma i lajfstajlowe portale uczyniły z depresji problem kalibru nierównej opalenizny po urlopie.

Ale nie to mam na myśli, kiedy mówię, że depresja jest banalna i złudna.

Zaczyna się tak, że nikt nie wie, jak się zaczyna. Wiadomo tylko, że w którymś momencie budzisz się ze strachem, że masz znowu wstać, albo nie budzisz się wcale, tylko przesypiasz cały dzień, jak ja. Po dwóch tygodniach takiego leżenia już nie odbierasz telefonów od rodziny i od osób, z którymi miałaś się spotkać, ale nie mogłaś wstać. Nie masz siły i nie wiesz, jak możesz to wytłumaczyć.

Bywa też tak, że nie jesz. A kiedy jesz, nawet danie dnia z twojej ulubionej restauracji smakuje jak papier toaletowy. Wieczorem zastanawiasz się, dlaczego ludzie uprawiają seks i czy twój facet zawsze był taki nudny w łóżku.

W zależności od tego, jak bardzo uprzedzona jesteś do psychiatrii, zgłaszasz się do poradni w odpowiednio długim czasie po tym, jak zauważasz, że coś jest nie tak. W kolejce do lekarza spotykasz ludzi takich jak ty, próbujesz z ich oczu wyczytać diagnozę. Zastanawiasz się, dlaczego pani obok tak bardzo trzęsą się ręce. W końcu ktoś zagaduje do ciebie i nagle okazuje się to.

Cierpienie w depresji jest banalne i złudne. Tygodniami leżysz w łóżku z myślami samobójczymi, czując, że twój ból jest tak duży, że nie potrafisz opisać go osobie zdrowej. Albo nie czujesz nic i nie potrafisz wytłumaczyć, dlaczego. Szukasz i znajdujesz powiązania między swoim stanem a doświadczeniami, które znasz z przeszłości. I myślisz, że to twoje cierpienie, twój ból, twoja bezsilność.
W przychodni dowiadujesz się, że to F32 z podejrzeniem F31. Brzmi trochę jak F-16, tylko gorzej. Współcierpiący w poczekalni dzielą się swoimi stanami, jak emerytki pokazujące sobie wzajemnie żylaki i szafkę leków. Co do leków, te również dostajesz, co z reguły rodzi bunt “przecież-nie-jestem-wariatką”. Przez trzy tygodnie zaczynasz dzień od tabletki i nie zmienia to niczego, bo inhibitory wychwytu zwrotnego serotoniny działają dopiero po kilku tygodniach.

Jeśli trafisz do szpitala psychiatrycznego, czeka cię wewnętrzna walka numer 2 pt. “przecież-nie-jestem-psychiczna”. Każdy jest, każda też. Tam możesz porozmawiać w palarni z dziewczyną w twoim wieku, która od trzech lat próbuje skończyć pierwszy rok studiów, ale z powodu choroby nie podchodzi do sesji. Możesz też zagadnąć kobietę, która płacze po wizytach swojego czteroletniego synka. Albo pięćdziesięciolatkę, która wstaje z łóżka tylko na posiłki.

I wszyscy czują to samo, są w takim samym stanie, i tak samo jak tobie wmawia się im na terapii, że to indywidualne doświadczenie. Gówno prawda. Depresja łudzi wzniosłym cierpieniem, a jest żałosnym stanem tak samo jak inne ciężkie choroby. I nie ma nic jednoczącego w wymienianiu się uwagami “Ja tylko chodziłam i odpalałam papierosa od papierosa” “A ja schudłam 15 kilo, bo nie miałam siły wstać i zrobić sobie kanapkę”.

Z tego powodu czuję opór wobec przedstawiania depresji jako wyjątkowego doświadczenia, o którym chce wiedzieć świat. Z drugiej strony, świat skądś musi wiedzieć, że F32 to nie samolot. Zatem piszę.