It's ok to not be ok - o poczuciu przynależności

It’s ok to not be ok – o poczuciu przynależności

Było tak, że od dwóch lat budziłam się rano z uciskiem w klatce piersiowej i obsesyjną myślą: Kim chcesz być w przyszłości?

To głupie pytanie, dręczące nas wszystkich od dziecka, wryło się w moją głowę jak grube wiertło w końcowej scenie filmu „Pi”. Im bliżej tej nieokreślonej przyszłości, tym większy stres wiązał się z tym, że nie wiedziałam, jaka jest właściwa odpowiedź. W wieku lat ośmiu można sobie było bez konsekwencji wymyślać karierę modelki, strażaka, prezesa czy pracownika zieleni miejskiej. W wieku lat 21 wiesz już, że możesz ewentualnie zostać accountem, recepcjonistką, office managerem albo social media ninja. Problem w tym, że nie chcesz.

Pytanie o to, kim chcę być w przyszłości, łomocze mi się po głowie od około dwóch lat, codziennie. Wczoraj była premiera najbardziej wyczekiwanej przeze mnie książki roku – „Najgorszego człowieka na świecie” Małgorzaty Halber. I nagle czytam w niej:

Kim być w przyszłości

 

I przyszło olśnienie. Że ktoś też tak ma. 

Zaczęłam pisać tego bloga niby dlatego, żeby dać innym poczucie, że nie są w tym bagnie sami. Ale to nie tak, że ja sama jestem otoczona gromadką przyjaciół, którzy doskonale rozumieją moje doświadczenia i dzięki temu mam poczucie wspólnoty. Niby sama ciągle powtarzam, że zaburzenia psychiczne robią się tak powszechne, jak przeziębienie, a depresja dotyka 1 na 20 osób. Niby rozmawiam o tym ze znajomymi. Ale to poczucie przynależności, wspólnych doświadczeń, nie daje się tak łatwo zbudować.

Jeśli żyjesz z depresją od dłuższego czasu, wiesz już, dlaczego nie chce ci się wstać z łóżka czy dlaczego boisz się wyjść z domu. Znasz takie pojęcia, jak anhedonia czy nieadekwatne poczucie winy. Może nawet rozumiesz, że Twoja percepcja jest zaburzona i patrzysz na wszystko pesymistycznie, mimo że nie ma do tego powodu. Ale gdy przychodzi do szczegółów…

Jeśli boisz się odbierać telefonów i celowo nie podłączasz komórki do ładowarki – wiesz, że to charakterystyczne dla depresji? Że tysiące ludzi na świecie unika rozmów telefonicznych z klientami, boi się powiedzieć pani z banku, żeby zadzwoniła później, odrzuca połączenia od rodziny, bo czuje lęk przed rozmową telefoniczną?

Jeśli trzeci dzień nie myjesz zębów, czujesz że śmierdzisz i przeraża cię myśl o kontakcie z wodą, czy wiesz, że inni też tak mają? Jeśli zdarzy ci się trafić na oddział psychiatryczny, zobaczysz tam pielęgniarki, które biorą pod rękę pacjentów i prowadzą do łazienki. Pójdziesz do grupy wsparcia i zobaczysz tam młode kobiety z tłustymi włosami i w brudnym dresie. Bo depresja tak bardzo sprawia, że to wszystko robi się obojętne.

Jeśli nie wiesz, co robić, bo nie dasz rady być jutro w pracy, a zdobycie zwolnienia lekarskiego jest tak samo trudne, jak przeżycie 8 godzin w biurze, masz świadomość, że to doświadczenie setek ludzi tego samego wieczoru? Swoją drogą, pamiętaj, że lekarz psychiatra ma prawo wypisać L4 wstecz.

Jeśli od miesięcy nie przeczytałeś żadnej książki, nie umiesz streścić przejrzanego przed chwilą artykułu, zapominasz nazw leków, mylą ci się dni, miesiące czy lata, nie umiesz odpowiedzieć nowemu lekarzowi, od kiedy chorujesz… wiesz, że to standard, a wielu pacjentów przychodzi do gabinetu z kartką, bo w głowie ma czarną dziurę? Przynajmniej ja tak miałam. Poszłam do lekarza z papierową listą rzeczy, które mnie niepokoją, bo bez niej zdołałabym się tylko popłakać. Chcę pisać książki, ale rzadko mam wystarczająco dużo koncentracji, żeby cokolwiek przeczytać, nie mówiąc już o napisaniu tekstu dłuższego niż strona A4. W rozmowach zawieszam się, zapominam słów, nazwisk ulubionych pisarek, dat, chronologii wydarzeń.

Zaczęłam mówić o tym wszystkim w kwietniu 2014, po roku leczenia, po prawie pół roku od mojej próby samobójczej i pierwszego pobytu na oddziale. Zaczęłam mówić o tym na łamach bloga, bo nie wiedziałam, co odpowiadać ludziom na pytanie, co u mnie. Ale też dlatego, że wiedziałam, że gdzieś tam po drugiej stronie monitora są inni ludzie, którzy myślą, że ich cierpienie jest obarczone samotnością. A nie musi być. 

Regularnie dostaję od Was wiadomości i komentarze, i jest to jedna z najcenniejszych rzeczy, jaką dostałam od życia w zeszłym roku. Zazwyczaj nie mogę Wam pomóc inaczej, niż dzieląc się własnym doświadczeniem. Ale nigdy nie jest to relacja jednostronna – wiedząc, ile nas jest, świetnych dziewczyn i fajnych chłopaków, cudownych kobiet i wyjątkowych mężczyzn, ludzi z pasją, którzy w pewnym momencie dostali zbyt dużego kopa od życia, jest mi łatwiej.