Jak tam nastrój, jak tam napęd?

Jak tam nastrój, jak tam napęd?

Podobno zostałam obdarzona przez mój mózg depresją atypową. Wbrew nazwie jest to jedna z najczęściej występujących postaci zaburzeń afektywnych. W praktyce oznacza to między innymi, że zamiast cierpieć na bezsenność, w epizodach depresyjnych przesypiałam kilkanaście godzin na dobę, a kiedy wstawałam, czułam nieustępujące zmęczenie, niemoc i brak sił. W praktyce psychiatrycznej nazywa się ten stan obniżonym napędem.

Napęd to niezły skurwysyn. Bezpośrednie skojarzenie z depresją to dla mnie leżenie w łóżku. „Ja to bym chciała sobie tak przez kilka dni nie wychodzić z łóżka”? Nie przez pół roku i nie bez wyjątków. Od niewstawania życie się dezorganizuje, jego sens znika z horyzontu, od niewstawania jest się głodną, jeśli akurat nie ma kto przynieść do łóżka kanapek. Od niewstawania się śmierdzi, bo przejście kilku metrów do łazienki jest przedsięwzięciem logistycznym, któremu nie mogłam podołać.

W potocznym rozumieniu depresją nazywamy stany obniżonego nastroju (stąd depresja należy do grupy chorób afektywnych). Jednak dla mnie dużo większym problemem, niż smutek i rozpacz, była wszechogarniająca anhedonia i spowolnienie – ruchowe i myślowe. W skrajnych sytuacjach obniżony napęd psychoruchowy był dla mnie porównywalny z brakiem władzy w nogach, bywało, że po drodze do łazienki kładłam się na podłodze i czekałam, aż M. mnie z niej podniesie i wsadzi z powrotem do łóżka. Obniżony nastrój to pikuś przy tym, co robi z życiem zwiększona męczliwość.

Obniżony napęd oznacza też dla mnie ogromną, trwającą miesiącami nudę. Kiedy nie mogłam już spać, grałam na telefonie w jedną grę codziennie, przez kilka godzin. Anhedonia, czyli obniżenie wrażliwości na pozytywne doznania, i brak zainteresowań, którymi mogłabym jakoś zapełnić sobie czas, powodowały, że czekając, aż M. wróci z pracy, słuchałam zapętlonej piosenki, patrzyłam z łóżka na bluszcz porastający kamienicę i mechanicznie, bez zaangażowania klikałam w klocki na dotykowym ekranie.

Oczywiście są tego wszystkiego koszmarne konsekwencje społeczne i życiowe, poczynając od wyałtowania z kręgów znajomych, przez zawalenie studiów z powodu nieobecności, po łatkę „lenia” i „nieroba” (którą przypinałam sobie głównie sama). Wobec tego wydaje mi się, że obniżony nastrój jest częściowo wtórny do obniżonego napędu psychoruchowego. Nie ma się z czego cieszyć, kiedy nic nie czujesz, nie chcesz i nie masz na nic siły.

Podobno SNRI są szczególnie przydatne przy leczeniu tego typu depresji, bo noradrenalina ma również działanie aktywizujące. Chwała jej za to. Kiedy zaczynasz z tego wychodzić, jesteś zdumiona/y, jak dużo można zrobić w ciągu dnia. Że można wziąć prysznic w mniej niż 10 minut, zamiast leżeć w wannie aż wystygnie woda; że zmycie talerza po sobie to nie kilkugodzinna przeprawa z męczącym staniem nad zlewem; że jest się w stanie zdążyć gdzieś na czas. Jest dużo innych, pięknych zdumień, ale o nich później.

Ikona wpisu: Lord Byron on his deathbed, by Joseph-Denis Odevaere c. 1826. Oil on canvas, 166 × 234.5 cm