Na granicy tolerancji

Na granicy tolerancji

Mój lekarz kazał mi zapisywać swój nastrój. W skali od minus do plus pięć. Olaboga, gdyby to było takie proste, można by przy -3 zwiększać dawki antydepresantu, przy „S” zamykać czasowo na oddziale, przy +2 włączyć stabilizator nastroju, żeby nie dopuścić do epizodu manii.

W założeniach to wszystko jest takie proste. W założeniach, na pytanie, czy czuję się lepiej, są dwie odpowiedzi – tak/nie. Ale wystarczy pożyć przez kilka miesięcy w ciele osoby z problemami psychicznymi, aby poczuć, że zaburzenia nastroju nie mieszczą się na jednej osi, a nawet w układzie współrzędnych. Wielowymiarowość tego, w jaki sposób można opisać swoje samopoczucie, jest przytłaczająca.

W założeniach, kiedy czuję się gorzej, dzwonię i umawiam się na wizytę u lekarza, żeby dostroił dawki leków. W rzeczywistości, zazwyczaj nie wiem, czy czuję się gorzej czy lepiej. Czy brak chęci do czegokolwiek to już nawrót depresji, czy po prostu zmęczenie po tygodniu pracy. Czy poczucie samotności jest faktyczną reakcją na ograniczone kontakty społeczne, czy te są efektem towarzyszącej mojej chorobie fobii społecznej. Czy wracanie do domu i zjadanie wszystkiego, co znajdę w kuchni, to po prostu objadanie się, czy już kompulsywne jedzenie na tle nerwowym. Mówiąc zwięźle: czy to już, czy jeszcze nie.

Oczywiście do wszystkiego są kryteria diagnostyczne. Kulawe kryteria diagnostyczne. Bo na przykład, żeby stwierdzić epizod depresji, musi być mowa o co najmniej dwutygodniowym obniżonym nastroju i innych objawach, również somatycznych. Tymczasem od przynajmniej pół roku dręczą mnie dwu- lub trzydniowe nawroty, także z myślami samobójczymi, których nie odważyłabym się nazwać zwykłą chandrą czy przejściowym, uzasadnionym złym nastrojem.

Mam własne, bardziej odpowiadające rzeczywistości kryteria. Zazwyczaj do lekarza czeka się kilka dni. Zdążę lub nie zdążę wydobrzeć przed wizytą. Umiem już skutecznie odebrać sobie nożyczki i przeczekać te kilka dni. Skoro moje nawroty trwają tak krótko, trudno jest wdrażać jakiekolwiek dodatkowe leczenie, ponieważ farmakoterapia działa po kilku tygodniach. Jakkolwiek bardzo cenię wkład psychiatrii w utrzymywanie mnie przy życiu, dużo bardziej znaczące jest dla mnie w ostatnim czasie to, w jaki sposób sama potrafię rozpoznać i opanować to, co się ze mną dzieje. Wyczuć, gdzie jest granica tolerancji mojego organizmu na zmęczenie, stres i nowości.

Swoją drogą – niedawno powstała pierwsza polska aplikacja mobilna służąca do monitorowania nastroju. Mimo wszystko – użyteczna, zwłaszcza jeśli spotykasz się ze swoim lekarzem raz na dwa miesiące. Zdaniem autorów samo korzystanie z aplikacji poprawia nastrój o 18% w ciągu 21 dni.