Nie jestem depresją, żyję z depresją

Nie jestem depresją, żyję z depresją

Mówienie o swoich problemach zawsze ma jakiś rodzaj nieprzewidzianych konsekwencji. Gdy celem depresyjnego coming-outu jest zwiększanie świadomości społecznej, trudno winić bliskich i dalszych znajomych o budowanie prostych skojarzeń. Po ponad pół roku bycia depresyjną blogerką ścieram się ze swoim wizerunkiem chodzącej depresji.

Życzę ci, żebyś zaprzyjaźniła się ze swoimi demonami

Wczoraj skończyłam 21 lat. Zaskakująco dużo osób odezwało się do mnie z życzeniami urodzinowymi, co jest oczywiście bardzo miłe i na co nie śmiem narzekać. W zdecydowanej większości życzenia te były życzeniami powrotu do zdrowia, a nawet tego, żeby choroba psychiczna była dla mnie radosnym i inspirującym doświadczeniem. Bardzo się cieszę, że nawet osoby, które słabo znam, w tak otwarty i serdeczny sposób podchodzą do mojego chorowania, ale hej, stop, moje życie to nie 24/7 zmaganie się z czarną otchłanią, demonami, myślami samobójczymi i lękiem. Mam też marzenia (np. zdmuchując świeczki zażyczyłam sobie, żeby Korwin-Mikke umarł), zainteresowania, studia, poszukiwania pracy, aspiracje i rodzinę.

Od pewnego czasu zastanawiam się, skąd nagle tak słaby kontakt z dawnymi bliskimi znajomymi. Wczoraj mnie to olśniło – ludzie, którzy do pewnego momentu widzieli mnie w 3D, od kiedy zaczęłam chorować, postrzegają mnie tak:

52a8edce3394b55e88a8172952cfa2cf,640,0,0,0

Tymczasem moja depresja obecnie ma charakter niedoczynności tarczycy – biorę leki, czasem choroba wraca i w lekach trzeba coś pozmieniać. Pisanie o depresji nie sprawia, wbrew niepokojom niektórych czytelników, że stawiam złe samopoczucie w centrum moich zainteresowań. Czy życzyłeś już w tym roku znajomemu z reumatyzmem wzbogacającego rozprawienia się z bólem? ;-)

O czym jest twój blog? O kulinariach, a twój? O depresji

Kejs numer dwa. Jak niektórzy z Was wiedzą, miesiąc temu wybrałam się na ogólnopolską imprezę blogerów – Blog Forum Gdańsk, gdzie miałam okazję poznać kilka bardzo wartościowych osób. Pewnie łatwiej byłoby poznać ich więcej, gdybym prowadziła blog kulinarny – wtedy przytoczony wyżej small talk nie kończyłby się może taką reakcją mojego rozmówcy:

2dtdjj7

Come on, mam wszystkie kończyny, jedną głowę, prawidłowe uzębienie, a poza tym jestem weganką, więc nie zamierzam nikogo pożreć ciemną jamą swojego chorobliwego nastroju…

Justynę Kowalczyk bolą plecy, ale miała depresję

Problem utożsamienia z chorobą osoby mówiącej otwarcie o swojej depresji nie dotyka oczywiście tylko mnie. Temat jest na topie i to dobrze, ale media łyknęły go chyba za bardzo… O depresyjnym coming-oucie Justyny Kowalczyk pisałam na blogu i było to dobre 5 miesięcy temu. Choroba, z którą dawno już sobie poradziła, ciągnie się za nią w mediach jak uciążliwy smród – najpierw informacja o jej doktoracie była przedstawiana w kontekście, w jakim masowy podziw wzbudzają zwycięzcy paraolimpiady, a w ostatnim czasie Dziennik Polski zamieścił informację o jej problemach z kręgosłupem, sprytnie umieszczając w nagłówku kluczowe i medialne słowo – depresja.

Stop labelling people

urban-outfitters-black-multi-depression-logo-cropped-tee-product-1-13939205-659544194_large_flex

Nie chcę marudzić na cudownych ludzi o szczerych intencjach. Wiem, że wszystkie osoby życzące mi wyjścia z depresji chciały dobrze. Ale jeśli chcesz być fajnym i wspierającym znajomym osoby z depresją, kładź nacisk na pozytywne i twórcze elementy jego życia i nie pozwól mu pozostać depresyjnym weteranem. Ani Buką.