jak pomóc osobie w depresji

On mówi: nic mi nie jest

Spadek aktywności, niechęć, rozdrażnienie. Brak radości z prezentów i wspólnie spędzonych chwil. Brak ochoty na seks. To godzi w nas, partnerów i partnerki osób chorych na depresję. Łatwiej jest to zaakceptować, gdy potwierdza to diagnoza; trudniej – kiedy on mówi, że nic mu nie jest, neguje depresję, nie chce się leczyć.

Powodów jest mnóstwo – wstyd, poczucie słabości, strach przed etykietką wariata. Czasami także przywiązanie do melancholijnej osobowości czy zespołu etykietek, którymi przez wiele lat oklejali go znajomi. Bo przecież to, że jesteś smutny i nie lubisz społecznych sytuacji, może być częścią ciebie. Ale kiedy zaburza twoje funkcjonowanie i nie pozwala cieszyć się codziennością, a twoi bliscy widzą, że twoje zachowanie i nastrój zmienia się na gorsze z dnia na dzień, warto zweryfikować swoją teorię o osobowości ponuraka i po prostu zobaczyć się z lekarzem.

Podejrzewasz depresję u swojej bliskiej osoby, a on/ona unika tematu, nie chce się leczyć, nie zgadza się na wizytę u psychiatry, nie chce być „wariatem”, boi się farmakoterapii, nie chce mówić obcym o swoich problemach? Po pierwsze, uszanuj to. Byłam świadkiem rozmowy telefonicznej pewnej pani doktor, która tłumaczyła swojej pacjentce, że strach przed braniem leków jest ZAŚCIANKOWY. Nie mam wykształcenia psychologicznego, ale mogę stwierdzić, że taka taktyka po prostu nie zadziała. Jeśli chcesz namówić kogoś do leczenia, najpierw rozpoznaj jego obawy, daj mu poczuć, że go rozumiesz, a dopiero potem stopniowo pomóż mu się z nimi rozprawić. 

Z mojego doświadczenia wynika, że początki diagnozowania depresji są dla człowieka bardzo trudne. Nie jest łatwo zacząć myśleć o swoim umyśle jak o doświadczeniu chemicznym, o swoich uczuciach jak o zaburzeniach neurobiologicznych; nie jest łatwo rozprawić się z poczuciem winy i żalem; nie jest łatwo przekonać się do połykania leków o wielkich listach możliwych objawów niepożądanych; nie jest łatwo powiedzieć o swoich najczarniejszych myślach lekarzowi, który się w nie wcale nie zagłębia i nie stara rozpoznać, tylko odpowiada stosowną receptą; nie jest łatwo zrozumieć, dlaczego psychoterapia jest skuteczna i dlaczego terapeutka to nie przyjaciółka za pieniądze; nie jest łatwo przyznać, że nie daje się rady. Nie jest łatwo nie odstawić leków przed upływem dwóch tygodni, bo nie dają efektów, a nawet pogłębiają objawy. Zanim na siłę wepchniesz bliską osobę do gabinetu lekarskiego, spróbuj zrozumieć wszystkie te problemy.

To co wymieniłam wyżej to wierzchołek góry lodowej. Pod wodą jest jeszcze społeczne tabu i funkcjonujące w społeczeństwie mity na temat leczenia psychiatrycznego. Pomimo wielu kampanii społecznych, stowarzyszeń działających na rzecz profilaktyki chorób psychicznych, „problemy z głową” stanowią tajemnicę poliszynela. Od kiedy łamię tę tajemnicę i mówię o tym, że choruję, otwierają się moi bliżsi i dalsi znajomi – okazuje się, że cierpiących w milczeniu jest o wiele więcej, niż się wydaje. Nie jest więc tak, że ludzie dzielą się na normalnych i nienormalnych, raczej na zdiagnozowanych i jeszcze niezdiagnozowanych. Wciąż jednak trudno jest powiedzieć komukolwiek, nawet najbliższym, bo nie jesteśmy nauczeni mówić o negatywnych uczuciach – smutku, niemocy, braku sił, poczuciu zobojętnienia. Wiem o tym dobrze, bo o moich problemach ze zdrowiem psychicznym moi rodzice dowiedzieli się po pół roku i to tylko dlatego, że wiedziałam, że zawalę studia. Droga do depresyjnego coming-outu jest długa i kręta, ponieważ o złych wiadomościach mało kto chce słuchać.

Na samym dnie tego wszystkiego jest dylemat, który mi sprawił największy problem i którego nie rozwiązałam do dziś. Jak się potraktować – jak medyczny przypadek czy indywidualną, czującą jednostkę? Brzmi banalnie i wydaje się, że ten dylemat to żadna wielka sprawa – ale kiedy chcesz być czującą jednostką, a pomaga ci nie psychoterapia, a leki, sprawa się komplikuje. Zdarzają się przecież różne takie myśli. Żeby ze sobą skończyć. I wtedy nie traktujesz tego jak objawu, traktujesz to jak suwerenną i podstawową decyzję, czy chcesz żyć. Ja nie rozwiązałam tego dylematu – choć cenię sobie pomoc psychiatrów i wiem, że to jaką jednostką jestem dzisiaj i że jestem w ogóle, zawdzięczam psychotropom, nie zgadzam się na uprzedmiotowienie i spłycenie sprawy pacjenta do kwestii kilku substancji chemicznych w mózgu.

Jak pomóc osobie, która neguje swoją depresję i nie chce się leczyć? Pomóż jej oswoić te demony. To może być najtrudniejsze zadanie twojego życia, ale może pomóc uratować inne życie. Jeśli nie chce iść do psychiatry albo brać leków, znajdź jej psychoterapeutę. Jeśli nie chce wylewać żali przed obcą osobą, pomóż jej spisać na kartce najbardziej niepokojące objawy, zwłaszcza te somatyczne (zaburzenia snu, apetytu, libido). Daj jej wsparcie i poczucie, że nie obwiniasz jej za to, co się z nią dzieje, i że nie odbierasz tego jako jej słabości. Droga do siebie to nie autostrada, raczej kręta i wąska droga w wysokich górach – miej to na uwadze, zanim obciążysz kogoś zarzutem, że nie chce się leczyć.

konsultacja – lek. Anna Zielińska, Stowarzyszenie Aktywnie Przeciwko Depresji

Stowarzyszenie Aktywnie Przeciwko Depresji