Samobójstwo

Słowo na S

Powszechną praktyką w szpitalach psychiatrycznych jest odbieranie pacjentom potencjalnie niebezpiecznych przedmiotów. Pasek od szlafroka – wypruty. Nożyczki do terapii zajęciowej tylko pod okiem pielęgniarki. Ładowarka do telefonu – nocą, w zabiegowym. Noże skrupulatnie liczone po każdym posiłku.

Wszyscy się tego boją. Boją się rodziny, boją się pielęgniarki, boją się lekarze i boją się pacjenci. Kryzys samobójczy jest tematem tabu nawet w takim miejscu, jak najlepszy oddział leczenia depresji w Polsce. Metodą leczenia myśli samobójczych na oddziale dziecięcym – unieruchomienie delikwenta na fotelu przy dyżurce. Nie ma ran na rękach pacjenta, nie ma krwi na rękach pielęgniarek.

Tymczasem samobójstwo nie jest przestępstwem, a przetarte w głowie szlaki autoagresji to nie moja wina. Chociaż dziś jestem daleka od ucieczki z życia, ciągle boję się pisać na ten temat, bo obawiam się, że wrażliwa rodzina zaciągnie mnie z powrotem na oddział. Trudno jest zrozumieć, że pragnienie śmierci to gówno, którego smród ciągnie się za tobą na zawsze i nie masz na to wielkiego wpływu.

Moja próba „S”, jak szeptem nazywa się w sieci próbę zabicia się, zdarzyła się po latach od pierwszych samobójczych myśli, agrafek wbijanych w żyły i spacerów brzegiem torów. Potem była depresja i to najłatwiejsze rozwiązanie. Początkowo bałam się o swoich bliskich. Początkowo.

Potem było już tak źle, że wytłumaczyłam sobie, że w perspektywie śmierci emocje żywych nie mają już znaczenia. Zgodnie z tezą siódmą Edwina Sneidmana z 1996 roku: Stanem wspólnym samobójcom jest zawężenie percepcji (nikt i nic się nie liczy; rzeczywistość jest postrzegana z dużą wybiórczością; dominuje myślenie „albo to, albo nic”).

– Dlaczego Pani to zrobiła?
– Leczę się od ponad pół roku bez efektów, nie wychodzę z łóżka, zawaliłam studia, nie mam już siły.

To teza ósma. Działaniem wspólnym samobójcom jest ucieczka („nie mam siły na walkę, to nie ma już sensu”). Od kiedy wiem, ile czego połknąć, żeby umrzeć, samobójstwo jest dla mnie najłatwiejszym rozwiązaniem problemów. Powodem, dla którego z niego nie korzystam, jest zawodność metod. Sposobem alternatywnym jest zamknięcie się w szafie lub schowanie pod kołdrą. To musi brzmieć strasznie dla większości ludzi, którzy boją się śmierci, rozważają co się stanie po niej, walczą o życie. Dlaczego?

Wspólnym bodźcem do samobójstwa jest ucieczka od nieznośnego bólu psychicznego. (trzecia) To też trudno zrozumieć, kiedy jesteś zdrowy i zmycie dwóch talerzy nie jest dla ciebie problemem nie do przeskoczenia.

Dążę do tego, że dopóki intensywny czynnik stresogenny nie zaburzy twojej percepcji na tyle, by trwale ukształtować w twoim umyśle przeświadczenie o braku sensu w życiu, nie zrozumiesz. I będziesz zabierać nożyczki i kable do usranej śmierci, myśląc, że to pomaga.

Tymczasem, jak pisze Anita Młodożeniec w Listach o myślach samobójczych (wyd. TacyJakJa.pl, 2013):

Nikomu nie wolno zmusić nas do śmierci, ale też nikomu nie uda się zmusić nas do życia, jeśli woli życia nie ma. Może to stwierdzenie jest szokujące, ale żaden lekarz czy terapeuta, który pracuje z osobami w kryzysie samobójczym, nie zaczyna rozmowy od negowania samobójstwa.

Słowo na S jest niewygodne, leżące blisko problemów: cierpienia, umierania, ale też prawa do podejmowania suwerennych decyzji w stanie zdrowia i choroby. Nie ma na to łatwego rozwiązania, a mimo rozwoju medycyny i psychologii samobójstwa ciągle są przyczyną śmierci tysięcy osób.

Co jest bardzo ważne, to to, że wbrew powszechnej opinii każda próba samobójcza jest poprzedzona bezpośrednimi lub pośrednimi komunikatami werbalnymi i niewerbalnymi, które należy odpowiednio wcześnie odczytać i zareagować. Próba samobójcza jest zawsze zaskoczeniem, często jest wynikiem impulsu, ale wyobrażenia i zamiary samobójcze powstają w głowie na długo przed zamachem na własne życie.

Dla wielu ludzi codziennością jest walka o życie – swoje lub cudze. Tymczasem udziałem tysięcy osób z zaburzeniami depresyjnymi jest codzienna, uporczywa walka z życiem. Bo jak pisałam w jednym z pierwszych wpisów na blogu, Suicide Girl zostaje się na zawsze. I nie, nie zrobisz nic, trzeba żyć.