Suicide Girls Polska

Razors pain you, rivers are damp
Acid stains you, drugs cause cramps
Gun aren’t lawful, nooses give
Gas smells awful, you might as well live.
– Girl. Interrupted

“Najgłębsza penetracja ever”. To powiedziałam lekarzowi, dławiąc się jeszcze i plując do wanny, kiedy wyciągnęli mi z gardła plastikową rurę. “Czy gdyby samobójców nie ratowano, to ludzie zabijaliby się tylko wtedy, gdyby chcieli tego NAPRAWDĘ?”. O to zapytałam M., zanim kazał mi rzygać do umywalki. “Nie da się tak łatwo ubezwłasnowolnić człowieka”. To pani doktor K. do moich rodziców, kiedy bali się, że nie zdecyduję się na oddział. “Akurat ty nie jesteś odpowiednią osobą, żeby filozofować.” Sanitariusz, kiedy mierzył mi puls i wbijał wenflon w dłoń. “Nie można tak traktować NORMALNEGO człowieka!”. To pani w różowym szlafroku, kiedy siłą przypięli ją do noszy i zawieźli do szpitala w Kościanie. “Trzeba było skoczyć z wieżowca”. To moja siostra.

Suicide Girls to grupa dziewczyn z całego świata, które mają tatuaże i niebanalną urodę, i które robią sobie sexy fotki. Nie wiem, czy płukanie żołądka osobie przypiętej skórzanymi pasami do krzesła jest sexy, ale od 13 grudnia jestem polską Suicide Girl. Pobyty w szpitalach psychiatrycznych dobrze wyglądają w artystycznych biografiach, podobnie jak śmierć przed 30 rokiem życia. Przejebane, kiedy zamiast pisarką jesteś pracującą na czarno copywriterką, która od roku leży w łóżku i rąbie psychotropy. Które nic nie dają, poza tyciem i benzodiazepinowym śmierciosnem (o tym też kiedyś napiszę).

Przez rok leżałam, wyobrażając sobie, że jestem kawałem mięsa, rozcinanym siekierą przez rzeźnikodrwala. Któregoś poniedziałku wstałam i zaczęłam normalnie żyć, czując, jak noradrenalina pozwala mi odetchnąć. W piątek kupiłam piwo i paczkę chipsów, po czym wyszłam do łazienki i połknęłam zgromadzone przez pół roku leczenia tabletki. Kilka godzin później leżałam na sali między przypiętym pasami do łóżka narkomanem a jęczącym z bólu alkoholikiem, patrząc na zegar i czekając, aż oddadzą mi telefon. E. sprzątała moje wymiociny z umywalki.

Około drugiej usłyszałam, jak pielęgniarka mówi innej, że dzwonił ojciec tej dziewczyny. Co rodzice powiedzą, co rodzice powiedzą. Naprawdę, to był ten moment, kiedy uświadomiłam sobie, jak duży problem mam w relacji z rodzicami. Próbowałam się zabić, ale wciąż czułam presję rodziny. I później, kiedy D. opowiadała mi o tym, że w psychiatryku wydzielają telefon na godziny, a moja matka płakała, że nią manipuluję, bo nie chcę iść do szpitala. I poszłam, bo mówili, że tak będzie lepiej. Ostatecznie wyszło na ich.

Straszliwie się boję teraz swoich znajomych sprzed depry, bo nie wiem, jak im powiedzieć, że jestem Suicide Girl. Melancholia była zawsze częścią mojej osobowości, ale to nie ma nic wspólnego z tym czasem, z którego niewiele pamiętam, a który eufemizuję leżeniem. Jednak kiedy raz pomyślisz o samobójstwie, już zawsze będzie to twoją tożsamością, i twoim najprostszym rozwiązaniem. Suicide Girl zostaje się na zawsze.