Ultra rapid cycling - jedyny sport, jaki uprawiam

Ultra rapid cycling – jedyny sport, jaki uprawiam

Nie znoszę sportu. Podobno sport to zdrowie, a codzienna aktywność fizyczna łagodzi objawy depresji. Gdybym miała wybór, faktycznie wolałabym kilka rundek wokół parku od rana, niż to, na co jestem skazana, bez odwołania. Ultra rapid cycling, czyli taka odmiana choroby afektywnej dwubiegunowej, w której fazy zmieniają się co kilka dni. Od ciągłego pedałowania idzie zwariować.

Podobno CHAJ – czyli depresja nawracająca – ma dużo cięższy przebieg, niż choroba dwubiegunowa typu drugiego. Ja jednak marzę czasami o miesiącu stabilizacji, nawet gdyby miałby to być miesięczny epizod ciężkiej depresji. Codziennie zasypiam, zastanawiając się poważnie, czy jutro rano wstanę i się umyję, czy przykryję głowę kołdrą i zwinę się w kłębek. 

Nic mnie nie stabilizuje. Ani najstarszy stosowany w chorobie afektywnej dwubiegunowej lek – węglan litu, ani nierefundowane nowinki z pogranicza neurologii i psychiatrii. Maksymalnie kilkudniowe remisje przeplatają się z maksymalnie kilkudniowymi depresjami w najgorszej odmianie, ze znacznym obniżeniem napędu i myślami samobójczymi. Zazwyczaj nie zdążam umówić się do lekarza, bo nastrój skacze zanim zmobilizuję się do podniesienia telefonu. To taka trampolina, z której nie wiesz, kiedy spadniesz.

Na pozór to wcale nie jest takie straszne – coraz częściej jest po prostu dobrze. Ale rapid cycling rozpierdala, dezorganizuje, nie pozwala dokończyć jakiegokolwiek projektu, poczynając od zmycia naczyń, a kończąc na zaliczeniu semestru. Praca z tą chorobą to koszmar, bo jak powiedzieć potencjalnemu pracodawcy, że prawdopodobnie opuszczę przynajmniej tydzień do dwóch w miesiącu? Podczas pobytu w szpitalu zawsze robi się jakieś plany. Opuszczając oddział tym razem miałam ich mnóstwo. Pierwszego dnia po wypisie byłam na dość udanej rozmowie o pracę, drugiego – spod kołdry wysłałam SMS odwołując dzień próbny. Bałagan spowodowany szybką zmianą faz widać w sposobie prowadzenia mojego bloga i fanpage’a – gdy podejmę plan regularnych publikacji, pomysł siada, gdy w głowie pojawia się pragnienie śmierci i pustka.

Ultra rapid cycling cholernie trudno się leczy. Jest upierdliwy, leków normotymicznych nie ma znowu tak wiele, neuroleptyki też średnio pomagają (przynajmniej mi), stosowanie antydepresantów może powodować zagęszczenie faz, najskuteczniejszy i najstarszy normotymik – lit – osiąga największą skuteczność po długich miesiącach stosowania i musi być przyjmowany regularnie, bo zaprzestanie zażywania skutkuje natychmiastowym nawrotem. Bujam się w jedną i w drugą stronę bez przerwy od dwóch lat, w epizodach od kilku godzin do kilku dni, farmakoterapia łagodzi objawy i sprawia, że częściej jest lepiej niż gorzej, lecz choroba wciąż uniemożliwia mi robienie planów i założeń na czas dłuższy niż jedna doba.

Udzielenie pomocy osobie, która nie może przestać pedałować, to wyczyn. Zazwyczaj leki dobiera się do fazy, w jakiej chory na CHAD się akurat znajduje. Jak dobrać leczenie do epizodów, które trwają po kilka godzin? Jak to gówno leczyć ambulatoryjnie, skoro nawet od najszybszego możliwego terminu wizyty u psychiatry dzieli pacjenta co najmniej kilka zmian fazy? Jak przewidzieć przebieg choroby chociażby przez następny tydzień, skoro epizody następują po sobie bez żadnego konkretnego wzorca?

Jakie są przyczyny rapid cyclingu? Oczywiście, jak to w medycynie, teorii jest co najmniej kilka i żadna w stu procentach nie odpowiada na to pytanie.

Pierwsza z nich mówi o tym, że niektórzy pacjenci z chorobą dwubiegunową stają się z czasem nadwrażliwi na stresory, co sprawia, że nawet niewielkie wydarzenia życiowe mogą indukować u nich epizody depresyjne lub (hipo)maniakalne. Ostatecznie mózg zaczyna reagować w ten sposób nawet wtedy, gdy nie zauważa się realnych czynników stresowych, a epizody zagęszczają się, prowadząc do ultra rapid cyclingu lub ultradian cyclingu.

Druga z tez sugeruje, że przyczyną rapid cyclingu są zaburzenia rytmu dobowego. Nieregularny sen, intensywne leczenie bezsenności itp. mogą nasilać objawy tej odmiany CHAD. Jeśli teoria jest prawdziwa, kontrolowana deprywacja snu z przesunięciem faz, której zostałam poddana w zeszłym miesiącu, powinna pomóc zredukować ciągłe zmiany nastrojów. Nieznacznie, ale pomogła – po wielu miesiącach spania po kilkanaście godzin na dobę, jak ręką odjął, przestałam spać w ciągu dnia, co oczywiście lekko pomaga wydłubać się z depresji.

Trzecia dotyczy związku między rapid cyclingiem a hormonami tarczycy. Pomimo że większość chorych ma odpowiednią ilość tych hormonów we krwi, dobrze odpowiadają na leczenie tyroksyną.

Nie ma zbyt wielu sposobów, żeby samodzielnie sobie pomóc przy tej chorobie. Ważna jest psychoterapia indywidualna, wsparcie i zrozumienie przez bliskich, przyda się też wyrozumiały szef. Mi pomogło wypracowanie w sobie poczucia, że nie muszę zakładać sobie celów długofalowych. I że chociaż moje życie wygląda jak spacer pijaka od ściany do ściany, to jednak idę w jakimś kierunku, tylko że powoli i krętymi uliczkami.