Bez

Wyjątkowo zimny maj

Nauczono mnie postrzegać swój nastrój przez pryzmat pogody. Jeśli ciepło, to na zmianę pogody. Jeśli pada, to wiadomo. Może być jeszcze ciśnienie, kawę wypij albo nie pij, jak za wysokie. Chandra jest jesienna, przesilenie wiosenne, zimą mamy niedobory witaminy D, a latem demotywuje nas praca w upale. Mamy XXI wiek, a klimat wciąż determinuje nasze samopoczucie na każdym kroku. Czyżby?

Był czas, kiedy uważałam się za bardzo wysublimowaną osobę, i lubiłam podkreślać to, jak wzrusza mnie zapach maja (czyli kwiatów i rosnącej temperatury). Wbrew zdrowemu rozsądkowi uważałam, że maj generuje we mnie stan jakiegoś szaleństwa i faktycznie tak było – w maju się zakochiwałam, w maju nie wytrzymywałam z libido, w maju czytałam wiosenne wiersze i wpychałam głowę między kwiaty bzu. Wydawało mi się, że maj jest miesiącem szczególnym i mam prawo zachowywać się w tym czasie mniej racjonalnie, iść bardziej na skróty w pewnych kwestiach, częściej zapominać o ważnych rzeczach i żyć, jakby moje życie było fajnym HBO’skim serialem (nie “Grą o Tron”). Po prostu maj dodawał mi animuszu. Żyłam w maju jak po dwóch drinkach.

W tym roku przede wszystkim wiem już, że największą przyjemność sprawia mi sen, drapanie po głowie, jedzenie soczystych owoców i karmelowe latte z sieciówki. Większość z tych czynności mogę wykonywać niezależnie od pory roku. Niezależnie od pory roku funkcjonują też moje nastroje – gdy mam depresję, mam ją jesienią, zimą, wiosną i latem. Jesienią i zimą leżę w łóżku, wiosną i latem – na leżaku w parku po drugiej stronie ulicy. Nie znam jesiennej chandry, wiosennej chandry, zmian pogody, wahań ciśnienia, przesilenia, bólu stawów na pogodę i rozkojarzenia z niskiego ciśnienia. Znam za to pogodę nieprzystającą do mojego nastroju – rwącą rozpacz w środku lata, w pełnym słońcu, kiedy światła jest tyle, że wszystko jest białe i mrużąc załzawione oczy wpadasz na ludzi; radość na kilkugodzinnym spacerze mimo śniegu i gradu; deszcz, który psuje najbardziej nasycone energią dni.

Obecnie mamy wyjątkowo zimny maj. Obecnie poza czasem spędzonym w pracy, głównie śpię (czarodziejskie śnią się sny). Nie wnikam, czy to od nowych leków, czy z przemęczenia, czy z rezygnacji – lubię spać, więc odpowiada mi to. Mam świadomość, że moje funkcjonowanie różni się i będzie się różniło od tego normalsów. Pytanie, czy należy za wszelką cenę dążyć do znormalizowania zachowania takiej osoby jak ja. Mam poprzecierane w głowie szlaki, o których nie wiecie, bo jestem dwubiegunowa i tyle. Aż tyle. Dlatego zeszłoroczny maj przeleżałam w łóżku, patrząc jak zazielenia się bluszcz na kamienicy obok mojego okna. Dlatego tegoroczny maj jest taki udany, bo niedawno minął miesiąc, od kiedy codziennie rano wstaję z łóżka, myję się, ubieram, wychodzę.